Tosia ma złożoną wadę serca - HLHS. Przeszła 3 operacje na otwartym sercu, wszystkie wykonał prof.
Edward Malec. Dwa pierwsze etapy odbyły się w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu.
W lipcu tego roku dzięki pomocy wielu wspaniałych osób, tych znanych i tych anomimowych Tosia wyjechała do Monachium,
gdzie prof. Malec dokończył naprawiać jej serduszko.
Zdrowe serce Tosi
Pierwsze pół roku
Tosia została wypisana do domu 4 lipca 2006. Po powrocie do domu Tosia ładnie zjadała, przybierała na wadze
i rozwijała się książkowo. Staraliśmy się żyć normalnie i nie myśleć o tym, co nas czeka.
We wrześniu i listopadzie byliśmy na echu serca u doktora Kordona. W czasie listopadowej wizyty wyznaczono
nam termin przyjęcia na oddział na dokładne badania kwalifikujące do II etapu.
Tosia robiła dalsze postępy. Zrobiła się z niej straszna wiercipięta. Cały czas była pogodna i wesoła. Zaczęłam
jednak zauważać, że jak poleży na brzuszku to jej rączki robią się lekko sine, podobnie jak wargi. No i paznokcie
też delikatnie zmieniły kolor. Poza tym wszystko było w porządku.
Na początku grudnia Tosia złapała jakąś infekcję. Bardzo nas wystraszyła, gdy po obudzeniu pokasływała, oddychała
nierówno, była apatyczna i nie chciała jeść ani pić. Zadzwoniłam do Prokocimia i pojechaliśmy na ostry dyżur.
Po przyjeździe do szpitala Tosia ożywiła się. Pediatra, który ją badał nie stwierdził nic niepokojącego, a
w jego gabinecie w Małą wstąpił diabełek. Lekarz skomentował to w następujący sposób: "dziecko wygląda na bardzo żywotne",
a my wyszliśmy chyba na panikarzy. Pediatra zlecił jednak prześwietlenie klatki piersiowej i zawołał kardiologa
na konsultacje. Kardiolog zdecydował o przyjęciu Tosi na oddział. W końcu i tak za tydzień mieliśmy się zgłosić na badania.
Po przyjęciu na oddział pobrano Tosi krew na badania i założone wenflon. Bardzo płakała. Ponieważ saturacja była w
okolicach 60% podpięto Tosi wąsy z tlenem. Bardzo ją denerwowały i chyba tylko pogorszyły jej samopoczucie.
Pierwszy wieczór w szpitalu był koszmarny. Mała bardzo płakała i nie chciała spać. Bardzo się bałam nocy.
Na szczęście minęła spokojnie, a na drugi dzień parametry znacznie się poprawiły i zdjęto Tosi wąsy. Doktor Kordon zrobił
echo serca. Serduszko Tosi ładnie się sprawowało. Po czterech dniach Tosia została wypisana do domu, a my mieliśmy
telefonicznie dowiadywać się o termin drugiego etapu.
Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok spędziliśmy w domu. Była choinka, prezenty, życzenia, przede wszystkim zdrowia dla
Tosi i powodzenia kolejnej operacji. W międzyczasie dowiedziałam się, że Tosia została zakwalifikowana do drugiego etapu,
czekaliśmy tylko na termin.